Chciałabym bardzo, bardzo podziękować Wszystkim, którzy trzymają za mnie kciuki, również za wszelkiego rodzaju "kopy", które dodały mi sił. Pomogły, bardzo.
Jestem tydzień po piątym kursie. Wróciły dolegliwości wszelakie, koszmary senne, ból i inne "przyjemności". Chwilami jest ciężko, ale trzymam się wersji optymistycznej, czyli tego, że przede mną ostatni kurs i jeszcze tylko raz taki ból. Mam już umówiony termin operacji - 20 grudnia, święta najprawdopodobniej spędzę w szpitalu, chyba, że guz nie dał przerzutów do węzłów chłonnych i usuną tylko wartownika, wtedy mam szansę na wyjście w Wigilię. Tak czy inaczej, niech już będzie po. Potem trzy tygodnie czekania na wyniki histopatologiczne i okaże się czy trzeba wyciąć resztę węzłów, i czy będzie dodatkowa chemia. Jeżeli nie, to po nowym roku czekają mnie jeszcze naświetlania. Ależ się ta zaraza mocno trzyma - wrrr.
Dzięki Waszym "kopniakom" udało mi się zebrać w sobie i wrócić choć na chwilę do filcowania. Zrobiłam trzy kołnierze, niestety sił na zrobienie zapięć zabrakło, ale może za tydzień jak miną te paskudne dolegliwości uda się to nadrobić. Byle do przyszłego tygodnia. Na pohybel raczysku !!!
Zimowa czapa - wreszcie dla mnie!
12 lat temu