Brakowało mi ostatnio kolorów, bo na zewnątrz tylko biały i biały, no to mam teraz do wyboru - bury, jeszcze bardziej bury i dla odmiany - też bury. Zaczęła się odwilż. Zakup krótkich kaloszy to chyba moja najlepsza inwestycja w tym roku. Jakoś trzeba sobie radzić z tą szarością, burością i wszechobecnym błotem, a co na to najlepsze - wiadomo kolorowe tkaniny. Ostatnie dni wyprzedaży w Szmatce Łatce, warto zajrzeć, tkaniny przepiękne.
Zaczęłam pikowanie narzuty, pierwszy raz użyłam kleju Spirit 5 Strong do "kanapkowania". Bardzo pomocny, nie pachnie zbyt intensywnie, dobrze trzyma, a jednocześnie łatwo przez dłuższy czas rozdzielać warstwy, w przypadku gdy coś nam nie wyszło.
Na razie było najłatwiejsze - pikowanie wokół bloków, potem zacznie się "fristajlowa" jazda, czyli pikowanie z tzw. ręki.
Na koniec poduszka, całkiem spora, bo 50/50cm, dla chłopca, przepikowana po szwach. Fotka robiona bez odpowiedniego wkładu, więc i efekt mało wypukły.
Jeszcze trochę koloru w wydaniu natury - tęcza sprzed dwóch chyba lat.
Zimowa czapa - wreszcie dla mnie!
13 lat temu




















